Autor: Michał (2007-10-08) : Obejrzano 2222 razy
Chętnych prosimy o wysyłanie swoich wspomnień na: michal.bak@taniec-uw.pl
Karolina
"Mogę szczerze powiedzieć, że obóz w Ełku bardzo mi się podobał. Treningi były trochę wyczerpujące, ale i tak jestem bardzo zadowolona, bo zdecydowanie poprawił się mój taniec:). Na obozie spotkałam dużo sympatycznych ludzi i dobrze się bawiłam. Pozdrawiam wszystkich obozowiczów!:)"
Magda
Ola
"No cóż, jak zawsze obóz był świetny. Tak zgranej ekipy jeszcze jednak nie było. Jest teraz co wspominać :) Mam nadzieję, że również inni podzielają moje zdanie... dni leciały tak szybko, że tylko gdy zdążyłem sie rozpakować to trzeba było się juz pakować, a to dzięki panującej atmosferze :). Szkoda, że tak szybko minęło... czekam na kolejny wyjazd :)"
Michał
17.08.
Edward Krajewski






Jak co dzień obudziłem ok. 4:30 i bynajmniej nie dlatego, że chciałem, tylko dlatego, że obudziły mnie podekscytowane głosy. Nie bardzo wiedziałem, czy to młodzież przejęta troska o swoją „zdrowotność” wstała na poranny rozruch, czy zdarzyło się coś nadzwyczajnego, o czym nie wiedziałem. No i okazało się, że rzeczywiście młodzież postanowiła dokonać pewnego uszczerbku na swoim zdrowiu i był to „Wielki Powrót” z rozrywkowego centrum Ełku do miejsca chwilowego postoju.
Zaciekawiony tym, jak przełoży się to na efektywność działań w ciągu dnia, pilnie obserwowałem „sportowców” i w efekcie stwierdziłem, że nie było tak źle - no może tylko trochę rozkojarzeni. przystąpili do zajęć . Trochę snu w ciągu dnia, jeden mały browarek regeneracyjny i jakoś dociągnęli do wieczora.
Po kolacji zajęcia dodatkowe i co? I znów na rozruch. Tym razem nałożyłem stopery. Jakoś się spało."
"16.08. 2007 Plac Bankowy godzina 7:30
Zaczynają złazić się jak ćmy. Jest problem, ponieważ nie wszyscy się znają.
A tu jeszcze Herr Ballack nie nadciągnął. Tomek „inhaluje” płuca, Kasia przegląda swoich podopiecznych, Mariusz też nie bardzo może doliczyć się swoich dziewczyn z salsy, ja nie bardzo wiem, co odpowiedzieć na pytanie jednemu z rodziców „zawodowej pary”, czy przyda się śpiwór. Trwa to wszystko jakieś 45 min. i jakoś ruszamy - tzn. ruszają, bo ja jadę swoim samochodem z trenerem piłki nożnej. Staramy się wyprzedzić autokar, albowiem na miejscu trzeba spełnić wszystkie kaprysy i zachcianki uczestników (a to pokój blisko łazienki; aby nie za wysoko i obok zaprzyjaźnionej pary itp.).
Po rozlokowaniu i po spożytym obiedzie siadamy z moją młodą kadrą do rozkładu zajęć . Mamy kłopot ze względu na mała liczbę par początkujących, ale po chwili wpadamy na chytry plan, aby niektórzy, w ramach doskonalenia, powtórzyli kurs początkujący.
Pierwsze treningi, pierwsze wrażenia i pierwszy wieczór w pięknym Ełku.
"Tegoroczny obóz taneczny wspominam naprawdę bardzo miło – chyba nawet jeszcze milej niż ten zeszłoroczny (mam nadzieję, że nikt się na mnie nie obrazi;)). Nie spodziewałam się tego, że - pomimo braku większości przyjaciół, z którymi rok temu wspaniale bawiłam się nie tylko podczas treningów, ćwicząc na parkiecie i wyciskając z siebie siódme poty, ale także z którymi po zajęciach spędzałam czas na wspólnych rozmowach, spacerach i wypadach na miejscowe imprezy – ten obóz będzie jeszcze lepszy.
Naprawdę był - przede wszystkim pod względem towarzyskim ale pod względem sportowym też. Wreszcie wytańczyłam się porządnie (super jest mieć salę do dyspozycji przez niemal 24 godziny na dobę) i wreszcie udało mi się zrzucić trochę zbędnych kilogramów. A nie był to wyczyn zbyt trudny, gdyż po 6 godzinach treningu dziennie taki efekt musiał się pojawić.
Już od pierwszego dnia zaczęły się wyczerpujące treningi. Wraz z moim partnerem postanowiliśmy nie lenić się za bardzo i wykorzystać czas w Ełku jak najlepiej - jak najbardziej pracowicie i jak najaktywniej. Niestety nie zawsze mieliśmy czas na to, by w ciągu dnia wyskoczyć ze wszystkimi obozowiczami na lody, na basen czy nad jezioro, ale staraliśmy się być do towarzyskiej dyspozycji chociaż po 22, by móc wybrać się razem do naszego ulubionego, usytuowanego na ogromnym pomoście, drink baru z jego najpyszniejszymi na świecie drinkami. Mniam mniam. Obecnie zdjęcia z kolorowymi drinkami należą chyba do hitów obozu - każdy został uwieczniony w momencie sączenia przez słomkę coraz to innego alkoholowego płynu. Ale nocne drinkowanie wcale nie przeszkadzało nam w treningach – wystarczyło tylko zachować umiar – co może dla niektórych mogło stanowić niemały problem;).
Po 22 odbywały się także takie atrakcje jak: wspólne grillowanie (okazało się, że wśród nas kryły się prawdzie talenty jeśli chodzi o umiejętności przyrządzania drobiu, ryb i mięsa) oraz stołówkowe siedząco-taneczne imprezy integrujące. Zazwyczaj bardziej siedzące niż taneczne, bo o tej porze prawie nikomu nie było już w głowie pląsanie, ani nikt nie był już za bardzo w stanie użyć wymęczonych w trakcie dnia mięśni – chociaż zdarzały się wyjątki. Naszą ulubioną zabawą stołówkową stała się gra w Mafię. Byłoby nawet i fajnie, gdyby nie zabijali mnie zawsze jako pierwszej;). Zapamiętam to sobie, kreatury i skunksy;). Niestety przedstawienie mej osoby jako drwala pracującego w nocy, a następnie podszywanie się pod kataniego nie wpłynęło raczej korzystnie na mój wizerunek i odtąd wszyscy przestali mi ufać i zaczęli uważać mnie za dość podejrzanego gracza. Co za pech. Ale jeszcze zagramy - może kiedyś uda mi się wygrać jako szef mafii sa sa sa.
Na obozie miały miejsce dość śmieszne sytuacje. Jedna z nich dotyczyła naszego kolegi, który to niestety bezpodstawnie został oskarżony o kradzież ponad dwumetrowej rynny;). Ciekawe tylko, do jakich celów miała mu posłużyć;)? Od tego momentu przylgnęła do niego ksywa „Rynniarz”, od której zapewne nie uwolni się już tak łatwo. Następna ma związek z nauką pływania mojego boyfrienda. Owa nauka o mały włos nie zakończyła się wspólną „tragedią” – ja sama chciałam utopić się z rozpaczy (spowodowanej niewyuczalnościa owego mężczyzny), a jego - za wrodzony sierotyzm;). Nie udało się;) – ale więcej na basen nie idziemy, teraz już wiem, że lekcje trzeba zacząć w wannie. Trzecia śmieszna sytuacja rozegrała się podczas słynnej mazurskiej burzy. Oczywiście niczego nieświadomi, wybraliśmy się, jak co wieczór, nad jezioro do pobliskiego pubu. Jednak droga powrotna zajęła nam niespodziewanie mało czasu, ponieważ przebyliśmy ją pędem. Ciemność rozświetlały błyskawice, ziemia drżała od grzmotów, wiatr dął jak opętany, a deszcz lał się z nieba strugami. Cóż to było za przeżycie! Gdy już wystraszeni i przemoczeni do ostatniej nitki dopadliśmy do bursy, od razu powstał niemały gwar. Podekscytowani, jak małe dzieci, staliśmy przy drzwiach i z nosami w szybach obserwowaliśmy niesamowite zjawisko. Trzeba pamiętać, że było już dość późno. Nagle obudzony trener wyskoczył ze swego pokoju w barwnej piżamce i mocno zszokował się tym, co zobaczył – a ujrzał przed sobą bandę rozemocjonowanych burzą dzieciaków, które skaczą, przekrzykują się nawzajem i wrzeszczą na całe gardło, że ‘burza!’. Wyglądaliśmy chyba jak uciekinierzy z oddziału psychiatrycznego;) To musiało być dość komiczne. Trener szybko przepędził nas do pokojów i kazał wszystkim kłaść się spać. Ale ja ze śmiechu nie mogłam już zasnąć.
Nie da się ukryć, że było wesoło. Niestety wszystko, co dobre szybko się skończyło i po 2 tygodniach trzeba było wracać do Warszawy. Cieszę się, że pojechałam do Ełku, ponieważ świetnie spędziłam tam czas, wiele się nauczyłam i poznałam wspaniałych ludzi, z którymi nadal się spotykam i mam nadzieję, że będę spotykać się dalej. Swoją drogą, we wrześniu miało już miejsce niejedno poobozowe spotkanie.
Dziękuję Wam wszystkim za wspólne chwile!"
"Tańczę już od dwóch lat. Na obóz jechałam z pewnymi obawami, ale też z entuzjazmem. Tak naprawdę to jakoś nigdy specjalnie nie ekscytowałam się tańcem. Owszem, lubiłam to i nie żałuję ani jednej minuty spędzonej na parkiecie, ale to nie było to, co mnie kręciło. Na obozie poznałam mnóstwo fantastycznych osób i myślę, że pośród nich są przyjaciele na całe życie. Ale przede wszystkim po raz pierwszy poczułam, że nie umiem i nie chcę funkcjonować bez tańca. To właśnie w Ełku złapałam bakcyla i dlatego właśnie zrobię wszystko, żeby tam powrócić."
"Co do instruktorów to nie ma co gadać - sami fachowcy!!! Pan Jurek - niesamowita charyzma i pasja, widać, że ten człowiek żyje tańcem. Pan Edward i jego wspaniała żona Ruta – można by o nich książkę napisać, ale morał zawsze będzie taki sam - metody niekonwencjonalne, ale efekt gwarantowany. Co do młodszej kadry instruktorów to, mimo młodego wieku, nie brakuje im talentu, pasji i charyzmy, czyli tego, co w tańcu jest najważniejsze. Zarówno Kasia i Tomek jak i Ola z Michałem to ludzie, bez których ten obóz byłby ubogi, a może nawet i nudny!!! A ruedy z Mariuszem były fantastycznym ukoronowaniem tanecznego dnia!!!
Zaznaczam, że jest to tylko i wyłącznie moje osobiste zdanie - może mało obiektywne, ale moje."
© Wszelkie prawa zastrzeżone | Zespół taniec-uw.pl | 2010 r.